Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kierowca bombowca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kierowca bombowca. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 listopada 2008

Własne cztery kółka

Oto moje pierwsze własne cztery kółka :) ...dostałam w prezencie :)



Teraz muszę jeszcze skombinować resztę :))))

wtorek, 18 listopada 2008

Kierowca bombowca zdaje egzamin:)

Dzisiaj miałam egzamin na prawo jazdy. Najpierw część teoretyczna. Poszło gładko. Bez błędów. 25 minut to naprawdę bardzo dużo czasu. Następnie zeszłam na dół do głównego holu aby poczekać na tą gorszą część - praktyczną. Nie zdążyłam się nawet rozejrzeć i usłyszałam swoje nazwisko i numerr samochodu do którego mam się udać! Szok w trampkach. Nie zdążyłam ani pomyśleć nad tym czego nie umiem, a co umiem itd. Pan zawiózł mnie na plac manewrowy. Pokazałam co trzeba pod maską, potem światła, potem przygotowałam się do jazdy.

Plac ok, bez problemów. Wyjeżdzamy na miasto. Do głowy mi nie przyszło, że za pierwszym podejściem do egzaminu wyjadę na miasto. Oczywiście lusterko lewe ustawione źle - nic nie widziałam przez nie, a nie wolno go już poprawić (paranoja!!!). Jeździmy i jeździmy. Pan ciagle mi zwraca uwagę, że źle włączam kierunkowskazy (za późno!!!), że nie potrafię ich używać, że źle zaparkowałam, że nie za bardzo udało mi się zawracanie z wykorzystaniem bramy, że jeżdzę niedynamicznie (!!!), że nie potrafię ocenić odległości, że to i tamto i ciągle coś nie tak. Jak już trzeci raz zwrócił mi uwagę o kierunkowskazach to już nie miałam złudzeń... Wróciliśmy do WORDu i przy parkowaniu pod budynkiem tak pierdyknęłam w krawężnik, że pan egzaminator prawie walnął głową w deskę rozdzielczą... od razu przeprosiłam, że nie chciałabym pozbawić pana życia na koniec tego wszystkiego. Stwierdził, że nie szkodzi, że jest przygotowany na takie ewentualności. Wyłączyłam silnik i pan zaczął mówić z czym sobie nie radzę, co trzeba poprawić i w ogóle mówił i mówił... Po 10 minutach monologu wyciagnął kartę i powiedział "Wynik pozytywny". Ja na to "Jaki?????" A pan na to już nieco zirytowany "Nie słyszała pani? Za chwilę może być negatywny jak pani chce". "Nie, nie, dziękuję bardzo" Wysiadłam z samochodu i zeszłam gościowi czym prędzej z oczu.... żeby się przypadkiem nie rozmyślił...

Czy ktoś coś z tego rozumie??? Ja niewiele...:)

niedziela, 28 września 2008

Lekcja 29

To już ostatnie godziny mojej nauki z Mistrzem. Mimo wszystko zleciało szybko i te 30 godzin to tak naprawdę niewiele aby posiąść umiejętności, które pozwolą przyszłemu kierowcy w pełni poczuć się pewnie na drodze.
Udało mi się posiąść podstawową wiedzę jak zachować się na drodze, ale tak naprawdę dopiero życie i codzienna jazda nauczą tego co najważniejsze - spostrzegawczości, obycia na drodze, wyrozumiałości, szybkości w reagowaniu na zagrożenia... Człowiek, który kończy te 30 godzin jest jak dziecko, któremu przekazano podstawowe wskazówki jak bawić się samochodem zdalnie sterowanym - dopiero czas i cierpliwość nauczą go jak nią sterować aby jechała tak jak sobie tego życzy;) 
Mistrz mimo początkowych uwag i krzyków chyba jest ze mnie w miarę zadowolony, bo dostałam wypełnioną kartę jazdy przed ukończeniem wszystkich jazd. A wszystko po to abym mogła pójść do ośrodka, zdać egzamin wewnętrzny z testów i zapisać się szybciej na egzamin, na który trzeba czekać niestety około 40 dni. To dużo - szczególnie dla kogoś kto nie ma możliwości poćwiczenia jazdy w czasie od ukończenia kursu do egzaminu.
30 września idę zdać testy wewnętrzne. Zobaczymy jak mi to pójdzie...

Oceniając mojego instruktora po tych 30 godzinach mogę stwierdzić, że jest człowiekiem w 100% nadającym się na nauczyciela jazdy. Wszystko jest precyzyjnie wytłumaczone, na każde pytanie jest pełna i wyczerpująca odpowiedź i to nic, że powtarza daną rzecz setny lub dwusetny raz.... nie wiem czy mi by się chciało, szczególnie, że na początku nauki kursant nie jest zbytnio kumaty i dużo potrzeba cierpliwości. Mistrz nie raz krzyknął czy wyraził swoje zdanie na temat moich umiejętności, ale to działało, bo powtarzane non stop przynosiło skutki.

Jednego czego jeszcze się nie nauczyłam to panowania nad sprzęgłem. Pod górkę i czasami na prostej drodze samochód potrafi mi zgasnąć;) No ale cóż... ćwiczenie czyni mistrza... teraz czas na rozwiązywanie testów, bo w większości mądre to one nie są i trzeba ich nieco nauczyć się na pamięć... no ale cóż.... poprosiłam kilka osób aby spróbowało rozwiązać testym które ja będę miała na egzaminie - żadne z moich znajomych, wieloletnich kierowców nie zaliczyło tych testów;) Teoria teorią - życie jest całkiem inne.....

Życzcie mi powodzenia!

środa, 13 sierpnia 2008

Lekcja 9

Piąty raz byłam na placu manewrowym. Łuk mam opanowany. Nawet jeździ mi się po nim całkiem nieźle. Wczoraj pierwszy raz ruszałam na wzniesieniu. Jak na razie czarna magia. Jak zwykle za dużo czynności na raz;) Aczkolwiek z jazdą po łuku było podobnie. Ciągłe problemy ze sprzęgłem jakoś udało się opanować. Jedno co mnie martwi to to, że jazda po mieście na razie jakoś tak mało mi idzie – może dlatego, że ten czas tak szybko leci i tak jakoś mało czasu jest ta godzina? A może po prostu po 9 godzinach nauki to tak jest. Nie wiem, zobaczymy…

Zaczynam też przy zmniejszaniu prędkości redukować bieg, ale za każdym razem robię chyba coś nie tak, bo Mistrz ma niezadowoloną minę i mówi „Ciągle nie możesz tego pojąć???!!”

Najczęściej ostatnio słyszę: „Puść sprzęgło!!!, puść sprzęgło!!!” Albo „Sprzęgło do połowy” albo „puść ten hamulec!!”

W ogóle mam tendencję do wciskania sprzęgła i trzymania go w trakcie jazdy szczególnie na zakręcie i wtedy mój Mistrz piekli się podwójnie;)

Oprócz tego poznałam co ma chevrolet pod maską i poinstruowano mnie gdzie jakie mieszczą się płyny. No i na 8 lekcji zaczęła się jazda ze światłami. Muszę je sobie wypisać, bo nijak nie mogę zapamiętać ich kolejności, a gdzie tam wymienić wszystkie, które trzeba sprawdzić.

czwartek, 31 lipca 2008

Lekcja 4

No to można powiedzieć, że jeżdżę. Jest fajnie. Na ostatniej jeździe dostąpiłam zaszczytu „poprzemieszczania” się po łuku na placu manewrowym. O ile do przodu to jeszcze jako tako to do tyłu porażka. W dodatku jeździ się na tzw. „półsprzęgle” czyli trzeba pamiętać, że aby samochód jechał szybciej sprzęgło trzeba zwolnić aby jechał wolniej sprzęgło należy nacisnąć. Porażka;) To było moje pierwsze spotkanie z placem manewrowym także uspokaja mnie tylko to….

Poza tym zaczynam dostrzegać pasy poziome, których ni w ząb nie widziałam przez pierwsze dwie jazdy. Nadal mam jeszcze problemy przy skręcaniu na jezdni kilkupasmowej z trafieniem na mój pas, ale to chyba mały szczegół…

Dowiedziałam się też co to znaczy jak instruktor mówi „jedziemy drogą z pierwszeństwem”;) Na początku myślałam, że jestem informowana, że droga z pierwszeństwem przed nami więc spoko możemy jechać, ale o dziwo znaczy to, że my mamy jechać z drogą z pierwszeństwem;) No, ale człowiek uczy się przez całe życie, nie?;)

Ogólnie mój Mistrz jest spoko gość! A ja jazdy zaliczam bardzo powoli acz z wielką przyjemnością.

piątek, 18 lipca 2008

Lekcja 1

Poszłam. Zero nerwów, nic. Tak się napaliłam na to prawko, że normalnie szok. Po drodze wstąpiłam do biblioteki i wypożyczyłam dwie książki.

Czekałam parę minut na parkingu przed szkołą. Przecież faceta nigdy nie widziałam to jak go teraz niby mam znaleźć? Podeszłam do jednego z instruktorów i zapytałam. Usłyszawszy nazwisko rozejrzał się po placu i stwierdził, że jeszcze go nie ma. Od innego dostałam informację, że przyjedzie srebrnym samochodem. No to czekam dalej. Po chwili przyjechał, kursantka wysiadła, nota bene koleżanka poznana na kursie teoretycznym.

Pan instruktor stanął naprzeciw mnie, w ciemnych okularach rodem z Matrixa i pyta: - "Jeździła już kiedyś samochodem?" i widząc moje niezdecydowanie dodał "-No przyznać się". No więc powiedziałam, że owszem, siedziałam i nawet próbowałam jeździć, ale było to tak dawno temu, że śladu po tym już nie widać.

No to Pan instruktor powiedział, że pojedziemy w trakim razie na plac, żeby nie stresować. Po drodze dowiedziałam się, że mam do czynienia z weteranem ponieważ mój nauczyciel ma swoim koncie około 6 tysięcy wyszkolonych kierowców. Oczy mi o mało z orbit nie wyszły i po chwili doszłam do wniosku, że w takim razie jestem w bezpiecznych rękach zawodowca. Dowiedziałam się równiez, ze ten samochód to własciwie sam jeździ - nie trzeba mu tylko w tym przeszkadzać;) "Oczywiście" - pomyślałam.

Pojechaliśmy na plac wykorzystywany chyba głównie po to, żeby pokazać takim laikom jak ja jak się rusza wozem i żeby mogli, nie narażając innych na niebezpieczeństwo bliższego spotkania, pojeździć w kółko. Instruktor zatrzymał samochód po czym po kolei wytłumaczył mi co, gdzie z czym i dlaczego. Sprzęgło, hamulec, gaz. Naciskamy sprzęgło, wrzucamy jedynkę. Popuszczamy sprzęgło aż do momentu kiedy obroty wsilnika wzrosną do 1,5 tyś a samochód zacznie nieco ciagnąć, wtedy dodajemy gazu i o dziwo!!! samochód jedzie ;-))) No i dobrze se myślę - pięknie to wygląda - gorzej jak zaraz przyjdzie mi to wykonać samej...
Jeszcze instrukcja jak się powinno ustawić siedzenie (tak aby po naciśnięciu sprzęgła do dechy noga tworzyła kąt rozwarty) i lusterka.
Zamiana miejscami. Ustawiłam lusterka, siedzenie i zaczyna się. Sprzęgło,przekręcamy kluczyk, 4 sekundy puszczam. Zapalił. Pierwszy bieg. Lekko puszczam pedał sprzęgła, obroty silnika wzrastają, na polecenia instruktora dodaje nieco gazu i... ruszyłam!!!! Samochód nie szarpie!!! o Mistrzu!!!!
Jazda po prostej nie jest zła, ale nagle dostaję komendę - jedziemy w kółko. O, myślę - teraz gorzej - ręce nie chcą się układać, plączą się i nie wiadomo kiedy prostować kierownicę. Podobno kierownica po wyjechaniu z zakrętu prostuje się sama - ja niestety ciągle próbowałam ją wyprostować na siłę.

Zrobiliśmy może ze trzy kółka i dostaję komendę - jazdy na wprost. No to jadę. Nim się zorientowałam wjechaliśmy na ulice miasta...
Ja tak wyluzowana, że normalnie szok. Nigdy bym się o to nie podejrzewała. Jadę ludzie!!! Szok!!!
Pierwsze skrzyżowanie - pierwszy szok. Spokojny głos instruktora - zdejmujemy nogę z gazu, wciskamy sprzęgło, kierunkowskaz i jeszcze kilka innych komend których nie zdołam powtórzyć. Nim się zorientowałam pedał sprzęgła wcisnął się sam, bieg się sam zredukował, kierownicę ktos mi pomógł przekręcić o właściwy kąt i oto jadę!!!;))) ten samochód naprawdę sam jeździ!!!! Jestem w szoku, ale jadę. Po drodze spojrzałam nawet w lusterko wsteczne tak skrzętnie przeze mnie ustawiane. Tam naprawdę widać kto jedzie za nami!! Kolejne wielkie odkrycie.
I tak było jeszcze kilka razy. Skrzyżowania lewoskrętne (bo jak mi wiadomo z teorii te są najtrudniejsze, w prawo byle baran potrafi skręcić;) Nim się zorientowałam staliśmy już na parkingu, a na jazdę czekała kolejna osoba.

Zgasiłam silnik, a pan intstruktor zdjął okulary. Bardzo miłe oczy, teraz dopiero widać było, że temu człowiekowi naprawdę mozna zaufać. Mój mistrz powiedział: "Jak na pierwsza jazdę nie jest źle". Dwoiedziałam się, że nie mam problemów z utrzymanie prostego kierunku jazdy, nie ściskam kierownicy no i ogólnie spoko. Mój Mistrz wziął ode mnie kartę i powiedział, że będzie ją miał przy sobie i sukcesywnie wypełniał. Umówilismy się na kolejną lekcję w środę. Nowa kursantka odwiozła mnie pod dom i tak oto zakończyła się pierwsza lekcja mojej nauki jazdy samochodem.

piątek, 27 czerwca 2008

Prawo jazdy

Zapisałam się na kurs. Żeby za długo nie trwało to na weekendowy. Tzn. teoria w dwa weekendy a reszta to już wiadomo - jak będzie pasowało.